---
title: "Przez Pireneje – rozmowa o przejściu GR11"
description: "GR11 to jeden z trzech szlaków długodystansowych przez Pireneje – czeka cię na nim 820 kilometrów i 45 km przewyższenia. Porozmawialiśmy z dwoma zapaleńcami, którzy ukończyli ten szlak."
canonical_url: "https://gramino.pl/blog/przez-pireneje-wywiad-o-gr11"
last_updated: "2020-11-12"
---

# Przez Pireneje – rozmowa o przejściu GR11

Authors: David Czempka

Date: 2020-11-12

GR11 to jeden z trzech szlaków długodystansowych przez Pireneje – czeka cię na nim 820 kilometrów i 45 km przewyższenia. Porozmawialiśmy z dwoma zapaleńcami, którzy ukończyli ten szlak.

GR11 to jeden z trzech szlaków długodystansowych przez Pireneje – czeka cię na nim 820 kilometrów i 45 000 metrów przewyższenia. Sylva i Matěj wyruszyli na ten szlak w 2017 roku. Nie ukrywają, że właśnie po tej przygodzie zakochali się w wędrówkach długodystansowych, i widać, że traktują je poważnie. W ciągu ostatnich trzech lat zdążyli też przejść niemal cały szlak Te Araroa (3000 km przez Nową Zelandię), część GR5 (620 km przez francuskie Alpy), GR221 (120 km przez Majorkę), a także obejść część Czech. W rozmowie skupimy się na ich pierwszej i najbardziej intensywnej przygodzie ze szlakiem długodystansowym oraz na praktycznych informacjach o GR11. Porozmawiamy o tym, co tak bardzo podoba im się w długich wędrówkach i jakie mają plany na przyszłość.

#### Jako swój pierwszy szlak długodystansowy wybraliście GR11, który należy do najtrudniejszych w Europie. Jakie mieliście wcześniej doświadczenia z wędrówkami przez góry? Jak się przygotowywaliście?

Nasze wcześniejsze doświadczenia? Były więcej niż skromne. Oboje kilka razy ruszaliśmy z cięższym plecakiem, czy to na wypady pod namiot, czy podczas podróży. Nigdy jednak nie wyruszaliśmy typowo na trekking. GR 11 był naszym wielkim debiutem.

Przygotowania też nie były szczególnie staranne. Część sprzętu pożyczyliśmy od znajomych, wyruszaliśmy jeszcze na studiach i nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy. A przygotowanie fizyczne? Zaledwie kilka dni przed wyjazdem zdawałam pierwszą część egzaminów końcowych na studiach, więc przez prawie trzy miesiące nie odrywałam się od nauki. Ale ostatecznie jakoś się rozchodziliśmy.

#### Ile dni zajęło wam całe przejście i kiedy najlepiej wyruszyć?

Całe przejście zajęło nam około 47 dni, ale to oczywiście bardzo indywidualna sprawa. Najlepiej wyruszyć między połową czerwca a końcem lipca, żeby na większych wysokościach nie zalegał już wiosenny śnieg. I żeby ukończyć szlak jeszcze przed początkiem jesieni. (Najwyższy punkt GR 11, Collada Eriste, leży na wysokości 2840 m n.p.m.).

#### Pierwsze dni i pierwsze kilometry na długich szlakach bywają trudne. Załadowany plecak, słabsza kondycja i mnóstwo kilometrów przed sobą. Jak było u was?

Mnie dopadło przygnębienie już pierwszego dnia, gdy tylko dotarliśmy do pierwszego wzniesienia. Miałam źle wyregulowany plecak, bolały mnie plecy i było mi gorąco. Najgorzej zrobiło się wieczorem, kiedy zajrzałam do przewodnika i zobaczyłam przewyższenia i przełęcze, które czekały nas już za kilka dni.

Myślałam sobie: „Co mi strzeliło do głowy, przecież nie dam rady…”.

Matěj ma bardziej sportową naturę: zaciska zęby i idzie. Psychicznie lepiej znosił trekking, szczególnie na początku. Stopniowo jednak oboje się tego nauczyliśmy. Początki są trudniejsze i trzeba się z tym liczyć. Chodzi nie tylko o kondycję, lecz przede wszystkim o psychikę. Przed wyruszeniem na szlak warto nastawić się na to, że w pierwszych dniach idzie się wolniej i więcej boli, nie robić zbyt ambitnych planów i nie zaczynać od długich dystansów. Z czasem zawsze jest lepiej.

To dotyczyło jednak nas i osób takich jak my. Byliśmy właściwie początkującymi piechurami, z ciężkim sprzętem, nieszczególną kondycją i minimalnym doświadczeniem. Dlatego GR 11 był dla nas bardziej wymagający.

#### Jak dotarliście na początek szlaku i jak wróciliście do domu?

GR 11 zaczynaliśmy od Oceanu Atlantyckiego, dlatego polecieliśmy do Bilbao, skąd pojechaliśmy autobusami aż do Hondarribii. Tam znajduje się Capo de Higuer – początek GR 11.

Na drugim końcu Pirenejów szlak kończy się na Cap de Creus nad Morzem Śródziemnym. Ponieważ na Cap de Creus nie dociera żaden transport publiczny, poszliśmy pieszo do Cadaqués, gdzie weszliśmy na biegnący wzdłuż wybrzeża szlak GR 92 i kontynuowaliśmy wędrówkę aż do Roses (niecałe 30 km). Tam wsiedliśmy do autobusu i przez Gironę dotarliśmy do Barcelony, skąd mieliśmy lot do domu. *(Szczegółowy opis dojazdu na początek i koniec szlaku wraz z mapami znajdziesz* [*na blogu*](https://www.cestujsemnou.cz/l/gr-11-doprava/) *Sylvy i Matěja).*

#### **Szliście od Oceanu Atlantyckiego do Morza Śródziemnego, czyli z zachodu na wschód. Czy to standardowy kierunek? Czy chodzi się też w odwrotną stro**n**ę?**

Dobre pytanie! „Nasz kierunek”, od Atlantyku do Morza Śródziemnego, jest popularniejszy z kilku powodów. Po pierwsze, idąc na wschód, można stopniowo przyzwyczajać się do upału w kolejnych dniach, co w przeciwnym kierunku jest trudniejsze (im bliżej Morza Śródziemnego, tym goręcej). Druga sprawa to słońce, które w tym przypadku przez większość dnia świeci w plecy i mniej „przypieka” podczas marszu. I ostatnia rzecz: podejścia są podobno mniej strome niż w przeciwnym kierunku. Tego jednak nie potrafimy ocenić! 😀 W każdym razie GR 11 można oczywiście przejść również w kierunku przeciwnym do tego, który wybraliśmy.

#### Jak wygląda nocowanie na GR 11?

Przez większość czasu szlak prowadzi wśród przyrody i gór, ale co jakiś czas schodzi do dolin, gdzie trafia do miejscowości. Dzięki temu wybór noclegów jest dość szeroki: namiot na dziko, kemping, hostel w mieście albo schronisko górskie. Warto skorzystać z tego, że biwakowanie na dziko jest dozwolone w hiszpańskich Pirenejach, i nacieszyć się tym poczuciem wolności.

W planowaniu i szukaniu miejsc do rozbicia namiotu bardzo pomógł nam przewodnik „GR 11 Trail” wydawnictwa Cicerone. Autor podpowiada w nim najlepsze miejsca na biwak, często dodaje uwagi o najbliższym źródle wody i mnóstwo innych informacji.

#### **Jak często można uzupełniać zapasy jedzenia?**

Na większe lub mniejsze sklepy trafia się na trasie średnio raz na cztery–pięć dni marszu. Jedzenie można więc dokupować dość często. Minusem są wyższe ceny żywności w mniejszych wioskach. Dlatego korzystaliśmy też z paczek z zaopatrzeniem. Po wcześniejszym uzgodnieniu jedną paczkę wysłano nam na kemping przy szlaku, drugą do punktu informacji turystycznej, a trzecią na pocztę. Wszystko działało bez zarzutu, a my za każdym razem nie mogliśmy się doczekać naszego domowego suszonego mięsa! 🙂

#### **Skąd wysyłaliście sobie paczki z zaopatrzeniem** i ile was to kosztowało?

O wysłanie paczek poprosiliśmy rodzinę. Przekazaliśmy instrukcje, kiedy, dokąd i którą paczkę wysłać, a potem już tylko czekaliśmy z niecierpliwością na ich zawartość. Każda paczka ważyła około 10 kg (zapasy dla dwóch osób na około 10–14 dni, i to niekoniecznie w najlżejszych wariantach; zakładaliśmy też, że od czasu do czasu coś dokupimy), a przesyłka z Czech do Hiszpanii kosztowała około 1200 Kč.

#### **Czy szlak prowadzi przez znane miejsca turystyczne, czy raczej przez odludne tereny?**

Szlak nie prowadzi przez szczególnie odludne tereny, ale ponieważ Pireneje nie są aż tak popularne, na GR 11 nie spotyka się wielu turystów. Największym wyjątkiem jest Park Narodowy Ordesa y Monte Perdido, jeden z najstarszych parków narodowych w Hiszpanii i popularny cel wycieczek. Dla miłośników gór ciekawsze jest jednak to, że GR 11 przebiega także w pobliżu trzech najwyższych szczytów tego pasma, tak zwanej Korony Pirenejów.

Najpierw obok najwyższego Pico de Aneto (3 404 m n.p.m.), następnie szczytu Posets (3 371 m n.p.m.), a na koniec trzeciego pod względem wysokości Monte Perdido (3 355 m n.p.m.), który leży we wspomnianym parku narodowym. Zdobycie Korony Pirenejów podczas przejścia GR 11 mogłoby być piękną wisienką na torcie! Szkoda, że zebraliśmy siły tylko na Posets. Dwa pozostałe szczyty jeszcze na nas czekają. 🙂

#### **Która część szlaku najbardziej was zachwyciła?**

Każda część szlaku ma w sobie coś ciekawego. Gdybyśmy jednak mieli wybrać jedną, byłaby to środkowa część Pirenejów, gdzie GR 11 prowadzi przez prawdziwie górski teren. Mimo to oboje odbieraliśmy GR 11 jako spójną całość. Każda jego część ma swój urok.

Pierwsza część Pirenejów łagodnie wita pagórkowatym terenem i daje czas na przyzwyczajenie się do plecaka. Środkowa, górska część uczy, że liczą się nie tyle odległości, ile teren i przewyższenia (codziennie około 1500 metrów w górę i w dół). Końcowa część znów jest spokojniejsza i pozwala pokonywać dłuższe odcinki, a dzięki temu szybciej zbliżać się do celu.

#### **Czy następnym razem zmienilibyście coś w przygotowaniach i pakowaniu?**

W przygotowaniach raczej nie (choć fajnie byłoby kiedyś wyruszyć na szlak w lepszej kondycji :D), ale w pakowaniu zmienilibyśmy mnóstwo rzeczy!

GR 11 był naszym pierwszym doświadczeniem ze szlakiem długodystansowym. Nie wiedzieliśmy jeszcze, co będzie niezbędne, a co możemy zostawić w domu. Nie mieliśmy dobrze dobranego sprzętu, właściwie nawet odpowiedniego namiotu. Nie było nas stać na lepsze wyposażenie, więc zabraliśmy to, co mieliśmy lub co pożyczyli nam znajomi, i ruszyliśmy. Właściwie niemal w ciemno. Ale dzięki temu było to dla nas jeszcze mocniejsze przeżycie i większa przygoda. Z mniej wypchanym plecakiem i większym doświadczeniem szłoby nam jednak zdecydowanie lżej! 🙂

#### **Jak wygląda dostęp do wody na szlaku?**

Pireneje nie należą do szczególnie suchych pasm górskich. W dolinach zawsze znajdzie się wodę i podczas całej wędrówki nie mieliśmy problemu z jej szukaniem. Zdecydowanie trzeba było jednak używać filtra lub uzdatniać ją w inny sposób. Na trasie mijaliśmy mnóstwo bydła i koni, które pasą się w górach, często bezpośrednio przy źródłach wody.

#### **Czy podczas przejścia mieliście jakieś kryzysy?**

Patrząc z perspektywy czasu, na szczęście poważny kryzys był tylko jeden, ale w zupełności nam wystarczył.

W La Jonquera (bardzo nieładnym przygranicznym mieście) dzięki znajomym, którzy też szli GR 11, znaleźliśmy nocleg w schronisku dla pielgrzymów kawałek powyżej miasta. Wszyscy byliśmy zachwyceni, że po długim czasie znów mamy łazienkę, krany z wodą i prysznic. Był początek sierpnia i straszne upały, więc od razu rzuciliśmy się do kranów i porządnie napiliśmy. Dopiero po kilku minutach przyszło nam do głowy, że może warto ją przefiltrować, mimo że płynie z kranu… Ale było już za późno. Matěj przez całą noc biegał do toalety i wymiotował, a ja spędziłam tak cały następny dzień.

Byliśmy już tylko kilka dni od celu, zupełnie wyczerpani, a ta przygoda żołądkowo-jelitowa porządnie nas dobiła…

Wprawdzie minęły dwa–trzy dni, zanim znów poczuliśmy się całkiem dobrze, ale i tak mieliśmy szczęście. Znajomi, z którymi szliśmy, niestety trafili do szpitala w Gironie i do dziś nie wrócili na GR 11, żeby go dokończyć. Po tym mocnym doświadczeniu konsekwentnie filtrujemy wodę niemal wszędzie! 😀

#### Jak oznakowany jest GR11? Z jakich map korzystaliście?

GR 11 na większości trasy jest bardzo dobrze oznakowany. Mimo to często korzystaliśmy z map offline pobranych w aplikacji Mapy.cz na telefonie. Cała trasa jest w nich dokładnie zaznaczona i dobrze jest upewnić się, że nadal idziesz właściwą ścieżką. Ponownie bardzo pomógł nam też przewodnik „GR 11 Trail”, który opisuje cały szlak.

#### Na blogu piszecie, że po GR11 zupełnie zakochaliście się w wędrówkach długodystansowych. Potraficie określić, co was w nich wciągnęło?

To połączenie wolności, niezależności i pokonywania własnych słabości. To uczucie, że człowiek samodzielnie, o własnych siłach, pokonuje taką odległość, że gdy potem patrzy w domu na globus, robi mu się ciepło na sercu na myśl, że udało mu się tego dokonać.

Druga sprawa to wpływ długich wędrówek na psychikę. Matěj zawsze mówi, że na szlaku zaprząta sobie głowę tylko trzema rzeczami: spaniem, jedzeniem i… chodzeniem do toalety. Poza tym człowiek po prostu idzie. To wspaniały sposób, żeby oczyścić głowę po naszym życiu w ciągłym pędzie: po prostu zwolnić i iść.

#### **Czy GR11 wyróżnia się czymś na tle innych szlaków, które już przeszliście?**

GR 11 ma jedną zaletę. Zaczyna się w łagodniejszym terenie, dzięki czemu każdy może stopniowo przyzwyczajać się do marszu z cięższym plecakiem i bardziej cieszyć się górską częścią. Gdy przypominamy sobie francuski odcinek GR 5, który od pierwszego kroku pędził nas na górską przełęcz, albo Te Araroa, gdzie przez pierwsze 4 dni idzie się plażą pod wiatr, piasek kłuje w twarz, a przez 100 km maszeruje się tylko prosto po mokrym, twardym piasku i w zupełnie niezmiennym terenie… To była raczej próba silnej woli niż siły fizycznej. GR 11 za to łagodnie wita wędrowca i przygotowuje go na kolejne, trudniejsze dni.

#### Teraz trochę odejdę od tematu: czym kierujecie się przy wyborze szlaków? Co was przyciąga?

Staramy się wybierać mniej uczęszczane trasy, które prowadzą głównie przez góry i przyrodę. GR 11 w pełni spełnił te oczekiwania. Dużym kontrastem był jednak nasz ostatni szlak, Te Araroa. Tam chodziło nie „tylko” o przyrodę, lecz także o poznanie Nowej Zelandii jako całości, jej kultury i historii. Bliżej przyrody znaleźliśmy się dopiero na Wyspie Południowej. Ale gdy tylko zaczęliśmy wspinać się w góry, oboje wiedzieliśmy, że właśnie to najbardziej lubimy w długich wędrówkach.

#### Czym zajmujecie się zawodowo? Niełatwo co roku znaleźć czas na szlak liczący setki kilometrów, a wam się to udaje.

Ja jestem prawniczką, a Matěj inżynierem mechanikiem. Mieliśmy szczęście, że zaczynaliśmy przygodę z długimi szlakami, kiedy oboje byliśmy na studiach, więc wtedy letni wyjazd w góry na kilka tygodni nie stanowił problemu. Po studiach oboje znaleźliśmy pracę, ale już wiedzieliśmy, że chcemy pojechać do Nowej Zelandii i przejść Te Araroa. Oszczędzaliśmy więc, a gdy tylko było to możliwe, oboje zrezygnowaliśmy z pracy i ruszyliśmy. Zakładaliśmy, że po powrocie znajdziemy inne posady.

Zobaczymy, jak dalej będzie nam się układało z długimi wędrówkami, ale to już trochę uzależnienie, więc wierzymy, że jakoś znajdziemy na nie czas również w życiu zawodowym. 🙂 W końcu nawet tygodniowy szlak GR 221 przez Majorkę był przepiękny i chętnie wyruszylibyśmy na niego ponownie!

#### **Zdradzicie, jakie macie plany na najbliższe lata?**

Przede wszystkim oboje marzymy o ukończeniu Te Araroa, którego przejście przerwała nam pandemia koronawirusa. Mieliśmy za sobą 2400 km i zostało nam tylko 600 km do celu, kiedy w całym kraju wprowadzono kwarantannę. Niecałe 3 tygodnie później siedzieliśmy już w samolocie repatriacyjnym do domu.

W najbliższym czasie chcemy jednak dokończyć wędrówkę wzdłuż granic Czech. Myślimy też o kontynuowaniu Via Alpina, która prowadzi przez cały masyw Alp. Francuską część mamy już za sobą, więc świetnie byłoby ruszyć dalej przez Szwajcarię. Zobaczymy, dokąd zaprowadzą nas nasze kroki. 🙂

#### Pełną relację z przejścia GR11 i innych wędrówek Sylvy i Matěja znajdziesz na ich blogu – [Cestujsemnou.cz](https://www.cestujsemnou.cz/) – a my dziękujemy im za rozmowę.

This post is also available as [HTML](/blog/przez-pireneje-wywiad-o-gr11).

## Sitemap

See the full [sitemap](/sitemap.md) for all pages.
