---
title: "Trasą Camino de Santiago de Gran Canaria"
description: "Od kilku lat próbuję na parę dni wyrwać się ze szarej i przygnębiającej Pragi gdzieś w ciepło i za słońcem. Jestem osobą, która lubi zimę, ale kilka dni w cieple robi cuda"
canonical_url: "https://gramino.pl/blog/camino-de-santiago-de-gran-canaria"
last_updated: "2022-03-07"
---

# Trasą Camino de Santiago de Gran Canaria

Authors: Michaela Czempková

Date: 2022-03-07

Od kilku lat próbuję na parę dni wyrwać się ze szarej i przygnębiającej Pragi gdzieś w ciepło i za słońcem. Jestem osobą, która lubi zimę, ale kilka dni w cieple robi cuda

Od kilku lat staram się wyrwać na parę dni z szarej i przygnębiającej Pragi gdzieś w ciepłe, słoneczne miejsce. Lubię zimę, ale kilka dni w cieple potrafi zdziałać cuda. Wyspy Kanaryjskie to już sprawdzony kierunek, więc również tej zimy ruszam na Gran Canarię. Podczas poprzedniej wizyty dowiedziałam się, że przez wyspę przebiega szlak Camino de Santiago. Przejście go znalazło się wśród moich planów na pobyt, więc do swojego ultralekkiego plecaka o pojemności 45 l pakuję odpowiedni ultralekki sprzęt trekkingowy. Po kilku dniach spędzonych nad oceanem w stolicy, Las Palmas, odbieram w informacji turystycznej paszport pielgrzyma i jadę autobusem do miasteczka Gáldar. Tam szlak zaczyna się na placu o jakże trafnej nazwie Plaza de Santiago.

- **Długość trasy:** 64 km
- **Suma podejść:** 2837 m
- **Link do trasy:** [mapy.cz/s/domogupuvu](https://mapy.cz/s/domogupuvu)

## Dzień 1

Po przyjeździe do Gáldar idę do miejscowego Sparu uzupełnić zapasy wody i jedzenia. Wody będę potrzebowała sporo, bo co najmniej do jutrzejszego przedpołudnia nie trafię na żadne jej źródło, a słońce na wyspie grzeje porządnie. Wyspa jest sucha, a cała woda pitna jest sprowadzana z kontynentalnej Europy.

Z wielkim wysiłkiem zarzucam na plecy w pełni załadowany plecak i idę na początek szlaku. Plaza de Santiago to malowniczy placyk z pięknymi starymi drzewami, katedrą i fontanną, ale ja kieruję się do informacji turystycznej, licząc na pierwszą pieczątkę w paszporcie pielgrzyma. Pieczątka jest, więc teraz jeszcze kawa i zumo de naranja (świeżo wyciskany sok z miąższem), żeby dobrze mi się szło. Pierwsza połowa Camino prowadzi właściwie cały czas pod górę, w środkowej części, w głębi wyspy, szlak kilka razy wznosi się i opada, a na koniec znów schodzi się nad morze.

Gdy tylko wydostaję się z miasta, zaczynam podejście. Po drodze mijam na przemian pojedyncze domy, idę ścieżką wśród przyrody i drogą asfaltową. Po 8 kilometrach w pocie czoła czuję, że najwyższy czas na przerwę obiadową. Mam szczęście, bo we wsi Sucillo jest bar z kawiarnią… po prostu miejsce spotkań mieszkańców. Teraz, w południe, nikogo tu jednak nie ma, więc biorę zimną puszkę Coca-Coli i idę położyć się na ławce na pustym placu zabaw. Ostatecznie urządzam sobie małą sjestę i przez kolejne półtorej godziny nie ruszam się stąd ani na krok. Po pokonaniu 750 metrów podejścia naprawdę tego potrzebowałam!

W drugiej połowie dnia od razu idzie się lepiej. Na chwilę włączam podcast w słuchawkach, żeby nie skupiać się tak bardzo na tym, że ciągle idę pod górę. Wspinam się drogą i ścieżkami coraz dalej w głąb wyspy. Na 13. kilometrze trafiam na miejsce odpoczynku i pikniku, jakich na wyspie jest mnóstwo. Staram się dużo pić, bo w pełnym słońcu pocę się niemiłosiernie. Patrzę na mapę i zastanawiam się, dokąd chciałabym dziś dojść i gdzie rozbić biwak. Zostały dwie godziny światła, więc te 4 kilometry i 300 metrów podejścia nie powinny być problemem. Włożyłam do czołówki nowe baterie, więc ciemności się nie boję, ale nie mam ochoty rozkładać biwaku po ciemku.

Spotykam parę wracającą z jednodniowej wycieczki. Nie licząc porannych rozmów w miasteczku, pierwszego dnia na Camino spotkałam około 5 osób. Po 17 jestem w pięknym miejscu z widokiem i najchętniej zostałabym tu na noc, ale wieje silny wiatr. Chcąc nie chcąc, wracam więc szlakiem około pół kilometra niżej i szukam dalej. Dwa razy zmieniam miejsce, bo chcę, żeby było miło, aż w końcu znajduję swój hotel na noc. Przy resztkach dziennego światła rozwieszam między drzewami hamak, a do niego wkładam swój sprawdzony ultralekki zestaw: materac dmuchany [Klymit Static V2](/b/klymit) i śpiwór [Lite Line 400](/p/cumulus-lite-line-400) marki Cumulus. Wrzucam coś na ząb, żeby nie było, nagrywam kilka ujęć do vloga i otulam się śpiworem. Uwielbiam ten zestaw, czuję się w nim jak w objęciach puszystego obłoczka. Najpierw wieje, ale potem wiatr ustępuje, a na niebie pojawiają się gwiazdy. Czytam na czytniku, bo naprawdę nie chcę zasnąć o wpół do ósmej i obudzić się choćby o 5, skoro widno robi się dopiero przed ósmą rano. Po 9 wieczorem próbuję zasnąć.

## Dzień 2

Noc była… jak by to powiedzieć… ciekawa. Około 22 zerwał się wiatr, a ja, patrząc na korony drzew, zaczęłam się bać. Hamak kołysał się ze mną na boki, a coś podobnego działo się nade mną w koronach drzew. Wiedziałam, że w takich warunkach po prostu nie zasnę. Chwilę się zastanawiam, ale w końcu wygrzebuję się ze śpiwora i pakuję do ucieczki. 4 km niżej widziałam miejsce piknikowe (Área recreativa Monte Pavón; takich miejsc jest w górach na wyspie wiele), więc ruszam tam przy świetle czołówki. Znowu wszystko rozpakowuję, ale tym razem zostaję na ziemi, osłonięta z 2 stron betonowymi ścianami toalety… hiker trash, co tu więcej mówić.

Po przebudzeniu uświadamiam sobie, jak szybko potrafię spakować swój zestaw do spania. Nie wiem, czy to moja zasługa (oby 😉), czy po prostu świetnego sprzętu, na którym mogę polegać. Ruszam znów na Camino i znów pod górę. Po 8 kilometrach docieram na przełęcz Cruz de Tejeda, gdzie jem wczesny obiad i uzupełniam wodę. Przede mną przepiękne widoki na wnętrze wyspy, a także najpiękniejszy odcinek szlaku. Posilona i napojona idę z uśmiechem na twarzy aż pod najwyższy szczyt wyspy, Pico de Las Nieves (1949 m n.p.m.). Na kilka kilometrów zbaczam z Camino i ruszam zdobyć Pico.

Po zrobieniu zdjęć na szczycie kupuję u pana w kamperze puszkę piwa na wieczór i idę na dzisiejszy biwak. Po nieco dramatycznej nocy nie zamierzam dziś ryzykować i wybieram miejsce piknikowe (Llanoz de la Pez). Jest tu mnóstwo ławek, palenisk do grillowania, toalety i woda pitna, a około 18 większość turystów, którzy wybrali się na jednodniową wycieczkę w góry, jest już w drodze do domu. Rozkładam rzeczy do spania, jem kolację i piję zasłużone piwo. Ponieważ już o 19 jest ciemno, przez kilka godzin na przemian czytam na czytniku i zaglądam do telefonu. Około 22 zasypiam i budzę się o świcie.

## Dzień 3

Pierwszy dzień, w którym Camino wreszcie zaczyna opadać i nie będę już tylko podchodzić, ale też trochę zejdę. Zwijam biwak, dzięki bieżącej wodzie dla przyzwoitości trochę się myję i ruszam w drogę. Dziś szlak stopniowo opuszcza lasy sosnowe, a ich miejsce zajmują opuncje i inna roślinność subtropikalna. Po 10 km docieram do pięknego górskiego miasteczka San Bartolomé de Tirajana i kieruję się do znanej mi już restauracji na rynku. To tu w zeszłym roku odkryłam miejscowy specjał – papas arrugadas (małe ziemniaki z sosem z chili, czosnku, oliwy z oliwek i innych pyszności). Podczas przerwy obiadowej wypisuję pocztówki z pozdrowieniami do domu i zaczynam organizować dzisiejszy nocleg. Według mapy u celu dzisiejszego etapu powinno być schronisko dla pielgrzymów, więc chcę tam wcześniej zadzwonić, żeby wiedzieć, na co mogę liczyć. Niestety nigdzie nie mogę się dodzwonić… Hiszpania. Trochę mnie złości, że Hiszpanie po prostu tacy są, i ruszając na drugą połowę dnia, liczę na odrobinę szczęścia na szlaku.

Z miasteczka podchodzę na przełęcz, a potem idę już tylko w dół kamienistą ścieżką. Słońce praży niemiłosiernie, więc staram się dostatecznie dużo pić i zdążyć do restauracji u celu dzisiejszego etapu przed jej zamknięciem o 17, żeby kupić zapas wody na ostatni odcinek wędrówki. Po drodze spotykam parę, która wygląda, jakby też szła Camino, i ma ze sobą [ultralekki sprzęt](/). Uśmiechamy się do siebie i pytam, gdzie planują spać. Tak bardzo zajmuję się dziś noclegiem, bo wiem, że nie trafię już na drzewa, na których mogłabym rozwiesić hamak, a nie chcę spać na otwartej przestrzeni w pustynnym krajobrazie. Chciałam też miło zakończyć wędrówkę i porządnie wyspać się w łóżku.

Docieram do wsi Ayaguares, gdzie zaczyna się szukanie noclegu. Pani z restauracji, która sprzedała mi wodę, próbuje mi pomóc, bo dawne miejsce noclegowe stało się ośrodkiem dla imigrantów. Dzwoni do znajomych ze wsi, pytając, czy ktoś mógłby przenocować mnie na jedną noc, ale bez powodzenia. Dziękuję za starania i wodę, po czym idę około kilometra dalej. Próbuję szczęścia w kolejnej restauracji, która dopiero przygotowuje się na wieczór. Mam w głowie powiedzonko mamy „kto nie pyta, ten nie dostaje”, ale powoli godzę się już z tym, że będę spała gdzieś na zewnątrz, na kamienistym podłożu. Kucharz w drugiej restauracji słyszy, jak pytam szefa przy barze, czy nie wie o jakimś noclegu, i bez wahania zaczyna dzwonić do znajomych. Pierwszy telefon – nic. Drugi telefon i… mam nocleg w łóżku! Dziękuję i zostawiam trochę pieniędzy w restauracji, zamawiając piwo. Po całym dniu na słońcu smakuje najlepiej! Zasłużyłam na nie, a potem idę do pani, u której będę nocować. Nie ma luksusów, ale prysznic i łóżko po 3 dniach właściwie są luksusem. Śpię jak zabita.

## Dzień 4

Budzik budzi mnie o 7:30 i ruszam ze wschodem słońca, tuż przed 8. Przede mną 18 km do morza, do miasta Maspalomas. Czeka mnie podejście na przełęcz, a potem droga długim kanionem na skraj miasta. Staram się uniknąć ostrego słońca, więc idę szybko i cieszę się na nagrodę w postaci jedzenia. Przez miasto mam do przejścia około 4 kilometrów, więc zatrzymuję się po puszkę zimnego napoju na uczczenie końca wędrówki i szukam informacji turystycznej, gdzie dostanę ostatnią pieczątkę do paszportu pielgrzyma. Pani w informacji urządziła mi małe powitanie i jako jedyna świętowała ze mną koniec drogi. Po obiedzie jestem już nad morzem i od razu idę zamoczyć nogi. Czas symbolicznie uczcić koniec Camino, które jako jedyne Camino nie kończy się w Santiago.

Na końcu samotnych wędrówek zazwyczaj nikt na nas nie czeka (zwłaszcza za granicą), więc wymyślam własny rytuał „powitania” i dziękuję nogom, ciału oraz szlakowi, że znów razem daliśmy radę! Po raz pierwszy wędrowałam samotnie za granicą! Na zakończenie funduję sobie pizzę, kawę i lody, a pod wieczór jadę autobusem z powrotem na północ, żeby spędzić ostatnich kilka dni w cieple, zanim wrócę do zimy.

## To może ci się przydać

- [CNOC Vecto 2 L 42 mm](/p/cnoc-vecto-2-l-42-mm.md)
- [Katadyn BeFree AC 1 L](/p/katadyn-befree-ac-1-l.md)
- [Darn Tough Men's Hiker 1/4 Midweight](/p/darn-tough-hiker-1-4-midweight-mens.md)
- [Darn Tough Women's Hiker 1/4 Midweight](/p/darn-tough-hiker-1-4-midweight-womens.md)
- [DexShell Ultra Thin Crew](/p/dexshell-ultra-thin-crew.md)
- [Liteway Pokkie Pack](/p/liteway-pokkie-pack.md)
- [Sea To Summit Ultra-Sil Dry Bag](/p/sea-to-summit-ultra-sil-dry-bag.md)
- [Kula Cloth](/p/kula-cloth-pee-cloth.md)
- [Gramino SagiFlow](/p/gramino-sagiflow-ultralight-bidet.md)
- [Gramino AURA Pouch](/p/gramino-aura-pouch.md)
- [Gramino Ultralight Waterproof Backpack Liner](/p/gramino-ultralight-waterproof-backpack-liner.md)

This post is also available as [HTML](/blog/camino-de-santiago-de-gran-canaria).

## Sitemap

See the full [sitemap](/sitemap.md) for all pages.
